w

Jeżyk – bajka terapeutyczna

Bajka terapeutyczna – “Jeżyk”

Grupa nie akceptuje i odrzuca.

Historia ta zdarzyła się już dawno, wtedy gdy na świecie nie było
jeszcze prądu, wodę czerpano w studniach, a dzieci swobodnie biegały
po podwórzach. Daleko w głębi lasu toczyło się normalne, bezpieczne
życie. Niczym niezakłócony spokój w świecie zwierząt.

Niestety, jak to się często zdarza, tak i tym razem spokój ten
został zakłócony, a stało się tak za sprawą małego kaprysu matki
przyrody.

Już wszystkie liście spadły z drzew, kwiaty zmieniły swe piękne
suknie na grube, szare piżamy, a cały świat przykryty został białą,
puszystą pierzyną. Tak jak co roku wszystkie zwierzątka przygotowane
były na przyjście królowej, białej pani – Zimy. Każda spiżarnia po
brzegi wypełniona była zapasami. Na półkach nie brakowało miodku,
powideł, orzeszków, suszonych grzybków i ziaren zbóż. Kiedy tylko
przybyła rodzina jeżyków, wygodnie okryła się kołderkami w swoich
ciepłych łóżeczkach, po czym zasnęła w poczuciu beztroski i
bezpieczeństwa.

Był środek zimy, zwierzątka smacznie spały w norkach, nieświadome
tego, co działo się na polanie, a promienie roześmianego słoneczka
grzały coraz mocniej, topiąc śnieg zalegający na daszkach ich małych
domków.

Mały jeżyk przeciągnął się, nieśmiało wysuwając nosek spod kołderki.
Jedna łapka już wystawała, ale chłodek panujący w norce hamował
ciekawość jeżyka.

Tak jak jeżyk nieśmiało wyglądał spod kołderki, tak i cieniutki,
niepewny promyczek słoneczka zaglądał do norki przez delikatnie
przysypane okienko. Jeżyk, gdy tylko ujrzał promyczek, wyskoczył z
łóżeczka, a to, co zobaczył, nieco go zaskoczyło. Wszyscy w norce
spali, tato chrapał straszliwie, a mała siostrzyczka jeżyka zakryta
była po uszy kołderką. Zdziwiło to bardzo jeżyka, tak, że z jego
pyszczka wyrwało się głośne westchnienie, które zdawałoby się
wyrażało wszystkie troski świata:

– Oooooo, nie…

Jeżyk był sam w zimnym, ciemnym domku, co wprawiło go w nieco zły
nastrój i zakłopotanie. Przez myśl przeszło mu, by obudzić mamę.
Podbiegł do łóżeczka, na którym spała i krzyknął:

– Mamusiu, wstawaj, już wiosna, mamusiu, już się obudziłem, nie chcę
być sam!

Niestety, jego prośby, lamenty nie przyniosły skutku. Czuł się coraz
bardziej samotny, było mu zimno, nie miał pojęcia, co się dzieje
wokół niego. Paluszek powędrował mu do buźki, a do oczu napłynęły
łzy. I byłby się rozpłakał, gdyby nie to, co ujrzał przez okno. Parę
kroczków przed jego norką, obok dużego krzaka jałowca bawiła się
grupa małych zwierzątek. Były tam rude liski z puszystymi kitkami,
szare zajączki z czujnymi słuchami, sarenki, a także rude wiewiórki
zajadające się po kryjomu orzeszkami, natomiast na gałązkach z
zaciekawieniem zabawie przyglądały się różnobarwne sikorki i gile z
czerwonymi brzuszkami. Nagle samotność i obawa odeszły na bok, a na
ich miejsce pojawiły się ogromna ciekawość i zainteresowanie zabawą.
Niestety, drzwi i okienka zasypane były śniegiem, pojawił się więc
kolejny problem.

Jak wydostać się z norki – myślał jeżyk. Wtem przyszedł mu do głowy
pewien pomysł. Wyjdę kominem! Jak pomyślał, tak zrobił. Nie minęło
nawet pięć minut, a on już był na polanie przed domkiem. Blask
słońca na chwilę go oślepił, a chłodek panujący na dworze ziębił mu
stopy i sprawił, że zachciało mu się kichać. Tak bardzo nie chciał
być zauważony, bał się zwierzątek bawiących się na polanie, nie
wiedział, jak zareagują na jego pojawienie się. Przecież był taki
inny niż one. Jednakże to, co wyrwało się z jego pyszczka, nie dało
mu możliwości pozostania w ukryciu.

– aaaaa psik!!!

Jedno kichnięcie, a echo rozniosło je po całej polanie. W tym
właśnie momencie wszystkie zwierzątka spojrzały na niego. Chciał
uciekać, ale nie miał już żadnego wyjścia. Zwierzątka przerwały
zabawę, zapadła cisza, głucha cisza. Małe serduszko jeżyka biło tak
mocno, jakby chciało się wyrwać i biec, ale jeżyk nie miał siły i
odwagi zrobić nawet jednego kroku. Z każdą minutą było mu coraz
trudniej, tym bardziej, że między zwierzątkami dały się słyszeć
nieprzyjemne szepty.

– Ale dziwadło – rzekł mały lisek.

– Jest jakiś taki śmieszny – dodała wiewiórka Rudaska.

– Chodźmy stąd, będzie lepiej, gdy będziemy trzymać się z dala od
tego cudaka – dorzucił zajączek Szaraczek.

– Masz rację, pobawimy się nad rzeczką, wrócimy tu później, może już
go tu nie będzie – odrzekł inny zajączek.

Mały jeżyk wciąż stał nieruchomo i robiło mu się coraz bardziej
smutno. Bał się, był przecież zupełnie sam pośród tych wszystkich
zwierzątek. Nie znał ich, a co najgorsze znacznie się od nich
różnił. Czuł jak łzy napływają mu do oczu.

– Co ja pocznę, jestem jeszcze malutki, a rodzice wcale nie chcą się
obudzić – myślał jeżyk.

Zwierzątka w tym czasie zaczęły się już całkiem oddalać w stronę
rzeki. Na dworze świeciło mocno złociste słońce, dzień był naprawdę
przepiękny, a mały jeżyk wciąż siedział samotny i smutny przed swoją
norką. I choć może się wydawać, że ładna pogoda idzie w parze z
dobrym humorem, w tym przypadku, niestety, to się nie sprawdziło. Do
oczu jeżyka napłynęły łzy i zaczęły spadać jedna po drugiej, wielkie
jak grochy, a każda następna sprawiała, że mały jeżyk czuł się
jeszcze bardziej samotny.

Nad rzeką zwierzątka świetnie się bawiły, ale pojawienie się jeżyka
nie dawało im spokoju. Zastanawiały się, kim on jest i skąd tak
nagle pojawił się na ich polanie. Były ciekawe, chciały go poznać,
ale zarazem przeszkadzała im w nim jego inność. Postanowiły, że
wrócą na polanę, nie będą bawić się z małym jeżem, ale będą bacznie
go obserwować. Przecież może być niebezpieczny, a wtedy, w razie
czego, zawsze mogą poprosić o pomoc swoich rodziców.

– Może powinniśmy wrócić na polanę, kto wie, co ten ktoś może
zrobić – zastanawiał się lisek

– Ale ja się go boję – odrzekła Rudaska.

– Ja też – dodał Szaraczek.

– Bo on jest tak dziwnie ubrany – podsumowała sarenka.

– Tak czy inaczej wracajmy – nalegał lisek.

No i wszystkie zwierzątka ponownie skierowały się ku polanie. Jeżyk
już przestał płakać, gdy tylko zobaczył, że zwierzątka idą w jego
stronę, za sprawą jakiejś dziwnej siły, która dodawała mu odwagi,
pobiegł w ich stronę. Nie zastanawiał się, co może się wydarzyć.
Biegł, ile miał siły w swoich malutkich nóżkach. Zwierzątka
przerażone, zaczęły jedno po drugim odskakiwać na boki i kryć się,
na ile to było możliwe w najbliższych krzaczkach. Wtedy dopiero do
jeżyka dotarło, co miał zamiar zrobić. Niestety zwierzątka nie
wiedziały, a rozpędzony jeżyk musiał je nieco przestraszyć.

– Ja chcę się tylko z wami zaprzyjaźnić, chcę bawić się tak jak wy –
krzyknął jeżyk trochę zły, bardziej jednak zmęczony swoimi daremnymi
staraniami

Jeżykowi znów odpowiedziała tylko głucha cisza. Nagle zza krzaczka
wychylił się rudy lisek, a za nim kolejne zwierzątka.

– Z tobą nie da się bawić, jesteś inny – odpowiedział lisek.

– Tak właśnie, a zresztą twoje igły zapewne by nas kłuły – znów
dorzuciła Rudaska.

– Masz rację, nie możemy się z nim bawić, za każdym razem kaleczył
by nas – odrzekła sarenka.

– Idź sobie, nie chcemy się z tobą bawić, jesteś jakiś dziwny, tylko
byś nam przeszkadzał – rozwiał wszelkie nadzieje jeżyka Szaraczek.

I tak mały jeżyk, znów został zupełnie sam. Nie wiedział, co ma
zrobić. Nie chciał wracać do norki. Tam przecież wszyscy nadal
spali. Nie chciał też już płakać, to i tak nie zmieniłoby sytuacji.
Postanowił udać się do sowy – mądrej głowy. Pamiętał, że kiedyś
złożyła im wizytę, a jego tata też był u niej, gdy miał jakieś
strapienie, czy nawet całkiem duży kłopot. Było mu nadal bardzo
smutno. Nie pamiętał też, gdzie dokładnie mieszka sowa, ale i tak
nie miał żadnego innego wyjścia. Skierował się więc dróżką prowadzącą przez skwerek obok podwórza.
Szedł powolutku, słońce nadal mocno świeciło. Był to wyjątkowo ładny
dzień, ale nie dla jeżyka. Szedł wolno, zapamiętując drogę, którą
już przebył i odciskając mocno ślady w śniegu, aby mógł ponownie
trafić do swojej norki. Zerwał się lekki wiaterek, wtem jeżyk
usłyszał jakiś krzyk, a właściwie płacz, głośny lament. Odgłos
dochodził z bliska. Jeżyk udał się za nim, a on doprowadził go do
rzeki. Tam właśnie przebywały wszystkie zwierzątka, a płakał nie kto
inny jak ten cwany lisek, który naśmiewał się z jeżyka i nie
pozwolił mu się z nimi bawić. Jeżyk już miał się odwrócić i odejść,
ale pomyślał, że mógłby może w czymś pomóc. Podszedł cichutko do
zwierzątek. Tym razem nie wystraszyły się. Właściwie chyba nawet go
nie usłyszały, nie zauważyły, gdyż płacz, który wydobywał się z
pyszczka liska, zagłuszał wszelkie szmery i odgłosy.

– Co się stało – zapytał nieśmiało jeżyk.

Teraz już nikt nie zwracał uwagi na jego inność. Nikomu ona nie
przeszkadzała. Każdy miał głowę zaprzątniętą tylko jednym – jak
pomóc liskowi.

– Co się stało – ponowił pytanie jeżyk, tym razem nieco odważniej,
głośniej

– Lisek potargał sobie swoje nowe, zimowe futerko – łkając
odpowiedziała Rudaska.

– Dostanie w domu lanie – dodał szaraczek

– A poza tym teraz już całą zimę i jeszcze trochę wiosny będzie mu
zimno, nikt nie pozwoli mu się z nami bawić – podsumowała sarenka

– Co my teraz zrobimy? – znów załkała Rudaska.

– Mam, mam pomysł – prawie krzycząc, odparł jeżyk.

Wszyscy spojrzeli zdziwieni na niego. Trochę się zawstydził, ale jak
mu się wydawało, jego pomysł był naprawdę dobry.

– Ja chętnie pomogę – dodał.

– Ty? – nie wytrzymała Rudaska.

– Chcesz nam pomóc, przecież nie chcieliśmy się z tobą bawić, a z
resztą niby w jaki sposób chcesz to zrobić? – zaczęła dociekać
sarenka.

– Zszyjemy futerko liska, jakby nie było – igiełek mam pod
dostatkiem, widziałem przecież nieraz jak mój tatuś szył nowe
futerka i dobrze wiem, jak to zrobić, będzie wyglądało jak nowe.

Teraz zdziwienie zwierzątek zamieniło się chyba w zmieszanie. A poza
tym nie mogły się nadziwić pomysłowością jeżyka. Było im głupio, że
wyśmiewały się z niego i z jego ubranka, które, jak się teraz
okazało, było bardzo przydatne. Jeżyk od razu zabrał się do pracy.
Sprytnie zaszywał dziurę w futerku liska, po której nie zostawało
prawie śladu. A zwierzątka w milczeniu i z otwartymi pyszczkami
przyglądały się jego pracy. Zapomniał całkiem o obecności
zwierzątek, o tym że jeszcze przed chwilą nie chciały mieć z nim nic
wspólnego. Już prawie kończył swoją pracę i był szczęśliwy, że mógł
nareszcie się przydać. Zwierzątka nadal bacznie go obserwowały.
Jeszcze tylko pętelka i gotowe, idealnie. Nie pozostał żaden ślad,
tak jakby dziury nigdy tu nie było. Lisek już się uspokoił, tym
bardziej, że jeżyk już skończył. Zadowolony, zmęczony i zarazem
smutny zaczął już odchodzić. Znów dotarło do niego, że nie będzie
mógł bawić razem z innymi. Jednak do jego uszu dobiegło wołanie.

– Poczekaj jeżyku! – to mały lisek próbował go zatrzymać.

– Ja?

– Tak, nie zdążyłem ci podziękować.

– Ach nie trzeba – westchnął jeżyk – pójdę już lepiej, nie chce wam
przeszkadzać, pewnie świetnie się bawicie.

– Dziękuję – odparł lisek – i chciałem cię przeprosić, byłem
niesprawiedliwy, proszę, zostań z nami.

– Tak zostań – zawtórowała mu Rudaska.

– Zostań prosimy cię – chórem odparły – sarenka z szaraczkiem.

– Naprawdę? Naprawdę tego chcecie?

– Tak – krzyknęły wszystkie zwierzątka.

– Pomyliliśmy się co do ciebie i chcielibyśmy cię przeprosić, dzięki
tobie zrozumieliśmy, że nie ważne jest to, jak ktoś wygląda, a to
jaki jest.

– Cieszę się, cieszę się bardzo!

I tak oto mały jeżyk nareszcie zdobył przyjaciół. Był bardzo
szczęśliwy. A co najważniejsze dał wszystkim małym zwierzątkom
bardzo ważną lekcję. Nie zdawał sobie wprawdzie sprawy ze znaczenia
swego czynu, ale to nie jest istotne. Dzięki niemu, zwierzątka
zrozumiały, że dobry wcale nie musi oznaczać ładny i idealny. Wygląd
nie jest najistotniejszy, nie można przekreślać drugiej osoby tylko
dlatego, że czymś różni się od nas. Zawsze trzeba dać jej szansę
zanim okaże się, że bardzo ją skrzywdziliśmy. Tak jak zwierzątka nie
doceniły jeżyka, bo różnił się od nich, tak często my odrzucamy
naszych kolegów, krzywdząc ich bardzo tym samym. Co z tego, że jeżyk
był inny, skoro tylko on wiedział, jak pomóc małemu liskowi. Był
jeszcze na tyle dobry, że pomimo odrzucenia przez pozostałe
zwierzątka gotowy był im pomóc. Kto wie, co mogłoby się stać z małym
liskiem, gdyby nie jego dobre serduszko.

A wiecie, jaki jest dalszy ciąg historii? Otóż wyobraźcie sobie, że
rodzina jeżyka wciąż spała, gdyż sen zimowy w który zapadła trwać
miał aż do pojawienia się wiosny. To, że mały jeżyk się obudził, to
był czysty przypadek, tak więc i jemu w niedługim czasie zachciało
się ponownie spać. Tym bardziej, że był już zmęczony przygodą dnia,
no i wrażenia też zrobiły swoje. Jeszcze troszkę bawił się ze swoimi
nowymi przyjaciółmi, a potem potuptał cichutko do swojej norki i …
zasnął. Obudził się dopiero wraz z pojawieniem się pierwszego
przebiśniegu, ale tym razem była to już właściwa pora. O swojej
przygodzie wcale nie zapomniał, opowiedział ją swoim rodzicom i
małej siostrzyczce. I dzięki temu właśnie przetrwała ona do naszych
czasów, a w świecie zwierząt stała się legendą opowiadaną z pokolenia na pokolenie.

 

Jak Kropeczka uwierzyła w siebie – bajka terapeutyczna

Drzewko – bajka terapeutyczna